Ta jednodniowa wyprawa

Pomysł padł, trzeba było skompletować sprzęt. Kilka telefonów, parę rozmów, żaden problem. Cel – 31 grudnia 2012 spędzić na plaży, 6 km na zachód od Łeby.

Wyjazd godzina 6:00, niestety dla skompletowania wszystkiego – Ostrowiec – Skarżysko – Warszawa – Łeba. Na miejscu po 10 godzinach jazdy.

Plan był dobry, rozpoznanie kiepskie. Noc jeszcze ciemniejsza. Po zrewidowaniu bieżącej sytuacji – najprostsze rozwiązanie – wymarsz (19:00) z ulicy Turystycznej.

Wędrówki po plaży – przecież zawsze przyjemne, nawet nocą, pomijając całkowity brak ludzi. Ci, akurat bawili się w mieście, w końcu Nowy Rok nadchodził 😉

I tu zaskoczenie…

Pierwsze spotkanie – nic nadzwyczajnego, prawie – gdyby nie towarzyszył przez kolejne 10-15 minut – lis rudy, nasz polski. Odpuścił, w momencie kiedy wylądował koło niego, znaleziony na plaży, większy patyk. Wszystko wróciło do ‚normy’. Kolejne 200-300 metrów. Drugie spotkanie. To jednak nie ten sam lis. Plan banalnie prosty – okazuje wiele niespodzianek. Od pierwszego spotkania rudzielca, ledwo minęła godzina, a naliczone zostało 5 sztuk tego gatunku. Podążały dokładnie w tym samym kierunku – zachód. Kontrolka ‚niebezpieczeństwo’ zapaliła się dopiero w tym momencie:

Piąta sztuka została zostawiona jakieś 200m za plecami. Nic, raczej, nie wskazywało by pojawiły się ponownie. Przerwa nawadniająca, mimo iż było około 0 stopni. Niespodzianka. Dwie pary oczu w świetle latarki, dwa kolejne lisy. Szybkie zapięcie plecaka, latarka – moc maksymalna. Zasuwamy do Łeby. Koniec przygód na 2012.

W drodze powrotnej po plaży, ostatni lis został minięty 500-550 m przed Łebą. W sumie tego naliczonych było 8 sztuk, ale istnieje spore prawdopodobieństwo do napotkania 7 różnych sztuk lisów.

Północ, przywitanie Nowego Roku w aucie. Godzina 7:20 – pobudka. Wymarsz na wydmy. Trasa zrobiona w 4 godziny. Poniżej parę zdjęć 😉

 

Brak komentarzy

dodaj komentarz »

Dodaj komentarz

  • Wymagany
  • Wymagany